Piszą o nas 
 

 

 

 

 

Tygodnik Podhalański

Podkute szczęście

Sianko, które dołączone jest w tym roku do świątecznego numeru TP, pochodzi z pienińskich łąk. Podarowała nam je Stadnina Koni "Rajd" w Jaworkach. - Czego życzyć mogą sobie na święta koniarze? Nie wiem... może znalezienia szczęśliwej podkowy ­ śmieje się Ela Gabryś, pracownica Stadniny.
  Sianko z pienińskich łąk nie tylko pięknie pachnie ale i smakuje.
   
Pani Ela potrafi mówić o koniach godzinami Kiedy jako szesnastolatka zgłosiła się do pracy w stadninie w Jaworkach, była zachwycona. Wszystkich swoich bliskich zamęczała wtedy opowieściami o siodłach, jeździe i rajdach. Część słuchała uważnie, inni z obrzydzeniem mówili: " konie śmierdzą ". To jednak jej nie przeszkadzało. - Sq osoby, które jeżdżą na snowboardzie, latają na paralotniach, zbierają znaczki, a ja mam konie -wyjaśnia Ela.

Z grupy młodych osób, które zgłosiły się kilka lat temu do pomocy w stadninie, do teraz wytrwała tylko ona. Dziś może pochwalić się uprawnieniami przewodnika górskiej turystyki jeździeckiej PTTK II stopnia oraz srebrną odznaką turystyki górskiej PTTK. W praktyce oznacza to, że może sama or­ganizować i zabierać w rajdy po Beskidzie Zachod­nim grupy jeźdźców. Chętnych nie brakuje zwłasz­cza w lecie.

Stadnina organizuje nie tylko rajdy, kuligi, ale przede wszystkim - naukę jazdy konnej. Co roku do Stadniny przychodzą nowe osoby, które chcą nauczyć się tej niełatwej sztuki. Sporą grupę stanowią dzieci. Lecje jazdy pobierać może już ośmiolatek. - Przeciwwskazaniem do nauki są choroby kręgosłupa i urazy stawów- wyjaśnia Ela Gabryś - Poza tym każdy może spróbować. Większość osób pyta ile godzin potrzeba, żeby nauczyć się jeździć. Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Jednemu wystarczy 10 godzin, kto inny potrzebuje 30 - nie ma reguły.

Wyjątkowymi gośćmi w Jaworkach są dzieci niepełnosprawne. Przeważnie są to wychowankowie szczawnickiego Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. Na hipoterapię kieruje niepełnosprawnych lekarz.

- Do końca życia nie zapomnę chłopca z porażeniem mózgowym, spowodowanym jakimś lekarstwem - opowiada Ela. - Miał sparaliżowaną część ciała. Po tygodniu jazdy zaczął ruszać lewą ręką i nogą. Rodzice nie wiedzieli jak dziękować osobie, która prowadziła z nim zajęcia. Jedni wierzą, że hipoterapia przynosi efekty, inni nie. Ja mówię to, co widziałam. Hipoterapia polega według mnie na tym, że koń przekazuje dziecku wielką pozytywną energię - przekonuje.

Wielkim wydarzeniem dla wszystkich jeżdżących konno jest 3 listopada, czyli święto św. Huberta, patrona koniarzy i myśliwych. W tym dniu organizowana jest pogoń za lisem, a biorą w niej udział najlepsi jeźdźcy. Jeden z nich, najczęściej zwycięzca z zeszłego roku, ma przypiętą do swojego ubrania lisią kitę. Wygrywa ten, komu uda się ją zerwać.

Oprócz Eli Gabryś w stadninie pracuje także Andrzej Dulak i Jan Dulak. Sprawują pieczę nad końmi, których w stadninie jest piętnaście.

Sporo miejsca w stadninie trzeba przeznaczyć na sianokiszonki oraz siano. To ostatnie trafia do Jaworek z łąk koszonych na terenie Pienińskiego Park­u Narodowego.

Kiedy pytam Elę oto, czy wierzy w szczęście przynoszone przez podkowy, uśmiecha się. - Mam nawet kilka, większość jednak znalezionych przeze mnie podków wraca z powrotem do konia, który je zgubił.

Siano na wigilijnym stole od dawien dawna było gwarancją urodzaju oraz pomyślności w następnym roku. Z taką właśnie intencją, myślą oraz najserdeczniejszymi życzeniami, wkładamy między kartki świątecznego TP garstkę sianka.

Tekst i fot.: Aneta Dusik

 

 
tel. (0) 607 47 88 50
(018) 262 16 00